Ile naprawdę kosztuje przejechanie 100 km elektrykiem ładowanym w garażu? Liczymy na konkretnych danych — i mówimy, kiedy auto elektryczne ma sens, a kiedy jeszcze nie.
Pytanie „czy elektryk się opłaca?” nie ma jednej odpowiedzi — ma arkusz kalkulacyjny. Poniżej liczymy uczciwie: na realnym zużyciu energii, przy cenach prądu dla gospodarstw domowych i z uwzględnieniem tego, co zmienia zima. Bez entuzjazmu z broszur i bez straszenia z komentarzy.
Wypróbuj też nasze narzędzie: AI Wróżka.
Ile prądu zużywa elektryk
Kompaktowe auto elektryczne zużywa realnie 15–20 kWh na 100 km w mieście i na drogach lokalnych, a na autostradzie 20–25 kWh. Duży SUV potrzebuje 22–30 kWh. Do tego dochodzą straty ładowania (ok. 10 procent przy ładowaniu z gniazdka, mniej przy wallboxie). Dla porównania: samochód spalinowy klasy kompakt pali 6–7 litrów benzyny na 100 km.
Koszt 100 km przy ładowaniu w domu
- Taryfa całodobowa (ok. 1,00–1,20 zł/kWh brutto): 18 kWh × 1,10 zł ≈ 20 zł / 100 km.
- Taryfa nocna G12/G12w (strefa tania ok. 0,60–0,80 zł/kWh): 18 kWh × 0,70 zł ≈ 13 zł / 100 km.
- Fotowoltaika z ładowaniem w dzień: koszt bliski zeru za energię, ale wymaga obecności auta w domu w słoneczne godziny.
- Dla porównania benzyna: 6,5 l × 6,20 zł ≈ 40 zł / 100 km; szybka ładowarka DC na trasie: 2,5–3,5 zł/kWh ≈ 55–70 zł / 100 km.
Wniosek jest prosty: elektryk opłaca się tym bardziej, im więcej ładujesz w domu. Jeśli większość energii pobierasz z szybkich ładowarek, przewaga kosztowa znika.
Gniazdko czy wallbox
Zwykłe gniazdko 230 V daje 2–2,3 kW, czyli około 12–15 km zasięgu na godzinę ładowania — przez noc uzupełnisz 100–150 km, co dla wielu osób wystarcza. Wallbox 11 kW (trójfazowy) ładuje 5 razy szybciej, ma zabezpieczenia różnicowoprądowe i pozwala planować ładowanie w tańszej strefie. Koszt urządzenia z montażem to zwykle 3–6 tys. zł; instalację musi wykonać elektryk z uprawnieniami, a moc przyłącza warto sprawdzić wcześniej.
Zima: ile tracisz
W mrozie zasięg spada o 20–35 procent — bateria pracuje mniej efektywnie, a ogrzewanie kabiny pobiera energię. Pomaga pompa ciepła (jest w większości nowych modeli), podgrzewanie auta jeszcze podczas ładowania i ogrzewane fotele zamiast dmuchania na całą kabinę. Warto o tym pamiętać, kupując auto: zasięg z katalogu podziel przez 1,3, a otrzymasz realistyczny zasięg zimowy.
Serwis i utrata wartości
Elektryk nie ma oleju, sprzęgła, rozrządu ani układu wydechowego; hamulce zużywają się wolniej dzięki rekuperacji. Przeglądy są tańsze o 30–50 procent. Za to utrata wartości bywa większa niż w spalinowych — rynek wtórny dopiero się kształtuje, a nowe modele szybko poprawiają zasięg. Jeśli kupujesz używanego elektryka, poproś o raport stanu baterii (SoH); powyżej 90 procent po 3–4 latach to dobry wynik.
Kiedy elektryk ma sens
Masz gdzie ładować w domu lub w pracy, jeździsz głównie do 200 km dziennie i możesz korzystać z taryfy nocnej — wtedy oszczędność wynosi zwykle 2–4 tys. zł rocznie na paliwie plus tańszy serwis. Mieszkasz w bloku bez dostępu do gniazdka, regularnie pokonujesz trasy 500 km i liczysz każdy kwadrans? Poczekaj jeszcze rok lub dwa — infrastruktura rośnie szybko, a ceny aut spadają.